Po kilku albo kilkunastu latach wspólnego życia bez ślubu wiele osób zakłada, że przy rozstaniu wszystko, czego się dorobili, dzieli się po połowie, tak jak po rozwodzie. Nic bardziej mylnego! Prawo nie przewiduje żadnej „wspólności majątkowej” partnerów, którzy nie zawarli małżeństwa. Nie znaczy to jednak, że osoba, która przez lata dokładała się do cudzego mieszkania, zostaje z niczym.
Poniżej opisuję, jak w praktyce wyglądają rozliczenia po rozstaniu partnerów, w zależności od tego, co i na kogo zostało kupione. Kancelaria prowadzi takie sprawy dla osób z Piaseczna, Konstancina-Jeziornej, Góry Kalwarii, Lesznowoli, Tarczyna, Prażmowa oraz z południowej Warszawy.
Nie. Małżonków z mocy prawa łączy wspólność majątkowa i po rozwodzie przeprowadza się podział majątku wspólnego. Partnerów bez ślubu nic takiego nie łączy. Każde z nich jest właścicielem tego, co nabyło na siebie, a rzeczy kupione wspólnie należą do nich w takich udziałach, w jakich je kupili. Przepisów o wspólności majątkowej małżonków nie stosuje się do konkubinatu nawet „odpowiednio”. Sąd nie przeprowadzi więc „podziału majątku” po związku nieformalnym.
W praktyce rozliczenie po rozstaniu sprowadza się do trzech pytań:
Każda z tych sytuacji wygląda inaczej i często w jednej sprawie występują wszystkie trzy.
Jeżeli oboje partnerzy są wpisani w księdze wieczystej jako właściciele, na przykład po ½, są współwłaścicielami w częściach ułamkowych. Po rozstaniu każde z nich może żądać zniesienia współwłasności: umową u notariusza, jeżeli się porozumieją, albo w sądzie, jeżeli nie. Sąd może podzielić nieruchomość fizycznie, przyznać ją jednemu z partnerów ze spłatą drugiego albo zarządzić sprzedaż.
W tym samym postępowaniu rozlicza się to, co jedno z partnerów łożyło na wspólną nieruchomość ponad swój udział, na przykład na remont, podatek czy opłaty. Takie rozliczenia trzeba zgłosić w sprawie o zniesienie współwłasności. Później nie będzie już takiej możliwości. Szerzej opisuję to na stronie o zniesieniu współwłasności.
Warto pamiętać o jednym: udziały wynikają z aktu notarialnego i księgi wieczystej. Samo to, że jedno z partnerów zapłaciło przy zakupie więcej, nie zmienia automatycznie wielkości udziałów. Czy i jak da się taką różnicę rozliczyć, zależy od okoliczności konkretnej sprawy.
To najczęstsza i najtrudniejsza sytuacja. Mieszkanie albo dom jest zapisany na jedno z partnerów, a drugie przez lata spłacało raty, finansowało remont, budowało dom własnymi rękami albo dołożyło się do ceny zakupu. Po rozstaniu właściciel zatrzymuje nieruchomość, bo jest jego, łącznie z tym, co drugie w nią włożyło.
W orzecznictwie Sądu Najwyższego od lat przyjmuje się, że podstawą takich rozliczeń są przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 405 i nast. k.c.), chyba że szczególne okoliczności wskazują na inną podstawę, na przykład umowę pożyczki albo wspólne prowadzenie działalności na zasadach spółki cywilnej (wyrok SN z 16 maja 2000 r., IV CKN 32/00). Chodzi w szczególności o tzw. świadczenie nienależne (art. 410 § 2 k.c.). Pieniądze albo praca zostały wniesione w cudzy majątek z myślą o wspólnym życiu. Gdy związek się kończy, ten cel odpada, a partner, który się wzbogacił, może być zobowiązany do zwrotu.
Co trzeba wykazać w takiej sprawie:
Wkładem może być także nieodpłatna praca w domu i opieka nad dziećmi, dzięki której drugie z partnerów mogło zarabiać i pomnażać majątek. Rozlicza się wtedy majątek, który dzięki tej pracy powstał, a nie samą pracę jak wynagrodzenie. Piszę o tym szerzej we wpisie Podział majątku bez ślubu — czy konkubent coś odzyska?
Na co trzeba się przygotować: sąd zwykle nie rozlicza bieżących wydatków wspólnego życia, takich jak zakupy, rachunki czy wspólne wyjazdy. To co innego niż opisana wyżej praca w domu. Sprawa dotyczy przede wszystkim większych przesunięć majątkowych, które zostały u drugiej strony.
Kredyt hipoteczny zaciągnięty przez oboje partnerów zwykle obciąża ich solidarnie. Dla banku rozstanie nie ma znaczenia: może żądać całej raty od każdego z kredytobiorców. Jedno z partnerów nie „wyjdzie” z kredytu samym oświadczeniem. Zwolnienie go z długu wymaga zgody banku, a bank bada wtedy zdolność kredytową osoby, która zostaje sama.
Między partnerami sytuacja wygląda inaczej. Jeżeli jedno spłaca kredyt za oboje, może żądać od drugiego zwrotu. Jeżeli z łączącego ich stosunku nie wynika nic innego, zwrot następuje w częściach równych (art. 376 § 1 k.c.).
Kredyt zwykle rozlicza się razem z nieruchomością. Przy umownym zniesieniu współwłasności albo sprzedaży mieszkania ustalenia z bankiem trzeba zaplanować przed wizytą u notariusza, a nie po niej.
Przy rozstaniu często pada pytanie o zwrot prezentów i pieniędzy przekazanych drugiej osobie. Tu kluczowe jest, czym to przekazanie było.
Czy partner bez ślubu dziedziczy po mnie? Nie z ustawy. Partner nie należy do kręgu spadkobierców ustawowych. Może dziedziczyć tylko na podstawie testamentu. Trzeba się wtedy liczyć z roszczeniami o zachowek ze strony najbliższej rodziny spadkodawcy.
Przez lata płaciłem raty kredytu za mieszkanie partnerki. Czy odzyskam te pieniądze? Takie roszczenie jest możliwe, ale nie ma automatu. Sąd bada, czy i w jakim zakresie druga strona się wzbogaciła i jak te wpłaty miały się do wspólnego życia, np. czy nie zastępowały czynszu, który trzeba by płacić gdzie indziej. Wynik zależy od dowodów i okoliczności konkretnej sprawy.
Czy „umowa partnerska” coś daje? Nie ma jednej umowy, która uregulowałaby wszystko. Pisemne ustalenia co do konkretnych spraw mają jednak dużą wartość dowodową i praktyczną: umowa pożyczki, ustalenie udziałów przy zakupie nieruchomości, testament.
Jeżeli po rozstaniu rozmowy o mieszkaniu albo kredycie stoją w miejscu, zapraszam na spotkanie w kancelarii przy ul. Tadeusza Kościuszki 18/25 w Piasecznie, obok Sądu Rejonowego. Spotkania odbywają się po wcześniejszym umówieniu telefonicznym pod numerem 502 568 281. Można też wysłać zapytanie przez formularz na stronie Kontakt.